Siatkówka to sport dla inteligentnych

Lubisz udzielać wywiadów?

Tak. Lubię udzielać mądrych wywiadów. Często się zdarza, że ludzie pytają się o rzeczy oczywiste. Wystarczy być dobrze przygotowanym do wywiadu i nie byłoby takiego pytania. Bo jeżeli ktoś przychodzi i pyta się o miejsce czy datę urodzenia?... Żyjemy na dzień dzisiejszy w takim świecie, że wystarczy wejść do Internetu i można znaleźć odpowiedzi na praktycznie 3 pytań. Takich wywiadów nie lubię i staram się unikać.

A co cię irytuje ogólnie u dziennikarzy?

Nie lubię nierzetelności i przekręcania, a przede wszystkim wyciągania z całego kontekstu zdania tego, co komu pasuje. Wokół tego budują potem jakieś teorie, dość często przekłamane. Później są z tego wielkie, wielkie nieporozumienia, wielkie kłótnie. No niestety na dzień dzisiejszy w Polsce jest pogoń za sensacją. Pogoń nie za informacją, tylko za rzeczami, które są mini skandalem. To nie jest specjalnie sympatyczne dla nas, którzy stoją po drugiej stronie tych, którzy to czytają. Tego na pewno nie lubię i nie będę tolerował. Niestety walka z prasa jest o tyle ciężka, że wszystkie argumenty są po ich stronie.

Jak oceniasz poziom komentarzy sportowych?

Jeżeli chodzi o komentarze sportowe to jest wielu ludzi, którzy komentują do przesady, nie dają skupić się na oglądaniu spotkania, tylko ciągle gadają. Jakby włączyć i wyłączyć maszynkę do mielenia. Jeżeli chodzi o ludzi, których można posłuchać, to dla mnie takim dobrym komentatorem jest pan Wojciech Drzyzga, który po prostu pozwala oglądać siatkówkę. Pozwala mieć swoje zdanie i tylko potem dorzuca jakiś swoje spostrzeżenia. Jeżeli on jest komentatorem to wtedy mecz się fajnie ogląda. Dla mnie fajnie, nie wiem czy dla innych ludzi też. Natomiast nie lubię ludzi, którzy przez półtorej godziny nadają i nie pozwalają w ogóle się skupić.

A zdarza Ci się oglądać polskie mecze?

To zleży. Na pewno nie lubię oglądać powtórek, a tym bardziej meczy, w których ja występuje. Staram się tego unikać, ponieważ wtedy nie oglądam takiego spotkania, tylko oglądam to, co zrobiłem. Wszystko analizuję, a to jest troszeczkę męczące. Takie skrzywienie zawodowe. Często boli mnie oglądanie i analizowanie spotkań naszych przeciwników, gdzie po jednej stronie występuje nasza reprezentacja, gdzie ja gram. Nie mogę się wtedy skupić na przeciwniku. To jest podwójna męka dla mnie.

Komentatorzy sportowi lubią używać takiego określenia: "spojrzał mu głęboko w oczy" czy Ty patrzysz głęboko w oczy przeciwnikom?

Nie no. Ja wole nie patrzyć w oczy. Wolę patrzeć na ręce, gdzie są ustawione. Tym bardziej, że w siatkówce akcje, szczególnie w ataku, wykonuje się w ułamku sekundy. Trzeba podejść do piłki błyskawicznie, nie ma czasu na zastanawianie się, nie ma czasu na myślenie, co by tu zrobić. Trzeba często wykonywać rzeczy prawie jak automat. Krótki rzut oka na ręce, jak są ustawione. Trzeba dobrze zaatakować. Nie, ja w oczy nie patrzę.

Jak na dzień dzisiejszy wyglądałaby drużyna marzeń Sebastiana Świderskiego?

Drużyna marzeń... nie no, nazwiskami to tak nie mogę powiedzieć, bo drużynę trzeba mieć dobrana charakterologicznie, dopasowaną do siebie. Także warunkami psychomotorycznymi. Np. połączyć rosyjski styl gry, ze stylem brazylijskim praktycznie jest niemożliwe i oni ze sobą nie mogliby grać. Natomiast taka moja szóstka najlepszych zawodników na poszczególnych pozycjach to na pewno Ricardo na rozegraniu; na ataku Milikowić; na przyjęciu Michał Winiarski z Gibą; a na środku... No tutaj jest największy problem, bo jest naprawdę wielka konkurencja i wielcy zawodnicy, ale według mnie Stefan Hubner, Gustawo i Martin Leb to ta trójka zawodników naprawdę ma pojęcie o graniu. A libero... trudno mi jest kogokolwiek wybrać, bo jest kilku... Vebow w reprezentacji Rosji, Sergio z Brazylii. Jest kuliku naprawdę fajnych chłopaków.

Gdyby ktoś przyszedł do ciebie z taka propozycja korupcyjną: dostaniesz, co tylko zechcesz, ale już nigdy nie zagrasz w siatkówkę. Czego byś zażądał?

Nie było by takiej możliwość. Nie ma czegoś takiego. Są rzeczy, które można próbować w jakiś sposób odzyskać, ale siatkówki się nie da. Siatkówka to nie tylko moja praca, nie tylko możliwość dobrego zarobku, to przede wszystkim moje hobby. Na dzień dzisiejszy nie znalazłbym się w świecie, nie potrafiłbym się odnaleźć w życiu bez sportu. Wszystkie rzeczy, które robię są powiązane w jakiś sposób z ta dziedziną sportu: czy to gazeta, czy sklep z odżywkami - to jest wszystko powiązane ze sportem.

Co by musiało się wydarzyć dziś, żebyś od jutra, sam od siebie zrezygnował z grania?

Mam nadzieje, odpukać, że nic takiego się nigdy nie wydarzy, ale wiadomo, że zdrowie jest ważniejsze do wszystkiego. Ja nie dam się niszczyć przez sport, aczkolwiek jakieś tam wstępne stadium tego zniszczenia jest. Wszyscy lekarza mówią, że mamy po trzydzieści lat, natomiast stawy czy skokowe, czy kolanowe, mamy już praktycznie pięćdziesięciolatków. Wiec jakieś wczesne stadium zmęczeni materiału już jest. Natomiast tak serio mówiąc, to tylko jakaś poważna kontuzja mogłaby mnie wyeliminować, ale miejmy nadzieje, że do tego nigdy nie dojdzie.

Jak sam stwierdziłeś myślisz o przyszłości i sprawdzasz różne możliwości. Z tego, co wiem, są to głownie sprawy biznesowe. Nie widzisz się w roli pedagoga i trenera młodych pokoleń?

Nie, na dzień dzisiejszy jeszcze nie. Co prawda uprawnienia instruktora siatkówki już mam, ale na dzień dzisiejszy to nie. Straciłbym za dużo nerwów i dużo zdrowia będąc trenerem i patrząc na to wszystko.

Nie radzisz sobie z młodzieżą?

Nie, to nie to. To kwesta przyzwyczajenia, kwesta środowiska, w jakim by się pracowało i oczywiście kwestia młodzieży. Można trafić na grupę, z która się bardzo fajnie pracuje i można trafić na jednego, który może zburzyć cała koncepcję i przede wszystkim naprawdę dać się we znaki, czy to całej grupie, czy to właśnie prowadzącemu. To też by zależało. Na dzień dzisiejszy nie rozpatruje tego w ogóle. Może, może kiedyś, jako dodatkowa praca, jako dodatkowa zabawa ze sportem.

Lubiłeś chodzić do szkoły?

Tak, do pewnego czasu lubiłem chodzić do szkoły. Potem zaczęły się już co raz większe schody, co raz większe problemy, reprezentacja, wyjazdy na kadrę... No było stosunkowo trudno, ciężko, z tym, że ja miale na tyle szczęścia, że trafiłem na fantastycznych nauczycieli, wyrozumiałych, którzy zdawali sobie sprawę z sytuacji i bardzo mi pomagali. Miałem indywidualny tok nauczania. Mogę im naprawdę tylko podziękować za to, że dzięki nim tak daleko zaszedłem, jeżeli chodzi o naukę.

A jak ci się nie chciało chodzić do szkoły to chodziłeś na wagary?

Nie, ja raczej nie byłem typem wagarowicza. Nie zdarzało mi się to aż tak często. Średnia ocen zobowiązywała i nie można było zbyt często sobie pozwalać.

Byłeś prymusem? Miałeś odznakę "wzorowy uczeń"?

Nie no, tak źle to nie było. W mojej szkole, szkole średniej, nie było czegoś takiego. Nie żebym się chwalił, ale w pierwszej, czy drugiej klasie technikum miałem najwyższą średnią w szkole. Tylko nie wiem czy to jest powód do radości i chwalenia się. Najgorsze było to, że zostałem wyróżniony na forum całej szkoły. Trzeba było wyjść potem po tą nagrodę, książkę, którą dokładnie pamiętam, album jakiś tam, wieki... Trzeba było wyjść, a wiadomo, że technikum, szkoła zawodowa, raczej prymusów nie lubią. Dodatkowy stres.

Teraz zarabiasz duże pieniądze. Pamiętasz jeszcze jak to było, kiedy nie zarabiałeś na graniu w siatkówkę?

Oczywiście! Pierwsze dwa lata w Gorzowie, gdzie byłem jeszcze juniorem, chodziłem do szkoły, no i zostałem "zgarnięty" z ekipy juniorskiej do pierwszego składu. Podpisałem wówczas czteroletni kontrakt za, nie chcę powiedzieć "śmieszne pieniądze", ale niskie, bardzo niskie. Ale trafiłem na normalnych ludzi i po dwóch latach ten kontrakt został renegocjowany i wtedy się zaczęło takie, no lepsze, dostatniejsze życie.

Pierwsze pieniądze zarobione na siatkówce na co wydałeś?

Przyznam się, że nie pamiętam na co poszły pierwsze pieniądze, natomiast od samego początku, od pierwszej wypłaty, zacząłem wówczas zbierać pieniądze na samochód. Nie dla mnie, ale generalnie dla całej rodziny. Pamiętam jak dziś, była taka akcja Fiata "wygraj małego Malucha" czy coś takiego. Trzeba było miesięcznie wpłacać, były jakieś konkursy, że co miesiąc jakiś tam numerek wygrywał i się płaciło to w ratach. Zbierałem to namiętnie i dosyć długo. Późnij się okazało, że praktycznie zebrałem całą kwotę a tego upragnionego samochodu nie otrzymałem. Wypłaciłem te pieniądze i kupiłem sobie za pierwsze takie SWOJE pieniądze Forda Escorda, używanego. Także to był mój taki pierwszy poważy, duży zakup.

A propos samochodów... Udało Ci się jakiś rozbić?

Tak, udało mi się rozbić i to, co śmieszniejsze, tydzień po otrzymaniu prawa jazdy. Starego Malucha. Jechaliśmy na święta Bożego Narodzenia do dziadków. Niestety z podporządkowanej wyjechał pan i nawet nie zdarzyłem zahamować. Także nie była to moja wina. Najbardziej ucierpiał, najbardziej poszkodowanym okazał się nasz pies... piesek... sarenka ratlerek. Stracił generalnie wszystkie zęby z przodu, ponieważ spadł z tylnej półki, uderzył się w siedzenie i wylądował praktycznie bez zębów. Na szczęście ani mnie, ani mojej mamie nic się nie stało. To był jedyny taki poważniejszy wypadek w moim życiu samochodowym. Jakieś takie drobne incydenty czy zarysowania to zdarzają się, ale tego nie traktuje w formie wypadku, tylko bardziej jakieś takie drobne sprawy. Dla mnie jazda na wariata to głupota. Z tym, że jazda na wariata po mieście, gdzie człowiek szaleje 120, wyprzedza na trzeciego czy czwartego. Zupełnie co innego, jeśli się jedzie po autostradzie 150 czy 180, gdzie zupełnie inne warunki są drogowe. Jeżeli chodzi o jazdę to trzeba wziąć pod uwagę to, że nie jest się samemu na drodze. Ja staram się tych głupot samochodowych nie robić.

Jaka jest twoja ulubione męska zabawka?

Nie ma "męskich zabawek". O każdej rzeczy kobieta może powiedzie, że to tez jest jej zabawka. Ale powiedzmy, że komputer jest taką moją zabawką i Mini Cooper, z którym niestety będę musiał się rozstać niedługo i zdać do klubu. Przez cztery lata człowiek przyzwyczaił się troszeczkę do tego rodzaju samochodu. To jest naprawdę fajne autko i jeśli ktoś ma większa ilość pieniędzy to polecam.

Sebastian Świderski w aucie typu mini?

Powiem szczerze, że jest to chyba jedno z obszerniejszych z tego typu aut. W tej klasie podejrzewam, że jest najbardziej obszerne, najwięcej miejsca jest. Co prawda na tylnym siedzeniu nikt nie usiądzie, ale jak najbardziej polecam.

Jaki gadżet chciałbyś mieć?

Mini helikopter dla dwóch osób! Mój były prezes, teraz tak musze powiedzieć, właśnie zafundował sobie taki ostatnio. Stwierdził, że Ferrari ma, najnowsze Mercedesy ma, wiec następny będzie helikopter. Nie wiem czy konkretnie dla dwóch osób, ale zakupił sobie taka zabawkę, żeby mu się szybciej podróżowało po Włoszech. Myślę, że byłaby to ciekawa perspektywa, przylecieć do Spały i wylądować na boisku i przebyć podróż iluś tam set kilometrów w 2 -3 godziny.

Ale podobno nie lubisz latać?

Nie, dlaczego? Nie lubi latać moja małżonka. Ja się do tego przyzwyczaiłem. Normalna rzecz. Nie mam jakichś tam specjalnych obaw przed lotem, czy boję się wsiąść do samolotu. Nie, nie, ja nie ma z tym problemu.

Ale woda, jak sam często przyznajesz, nie jest twoim żywiołem?

No tak. Jeżeli chodzi o pływanie oczywiście, moim żywiołem na pewno nie jest. Teściowa jest doktorem pływania na AWF-ie w Gorzowie, że można powiedzieć "od strony wody". Wymusiła na mnie chociaż tyle, żebym się nie utopił. Także jakoś tam walczę z tą wodą, powiedzmy... Natomiast jestem wędkarzem, więc to troszeczkę z drugiej strony pokazuje, że do wody można się przyzwyczaić. Woda z brzegu i można jakoś tam współistnieć.

A masz jakieś inne fobie?

Nie, nie... nie mam jakichś tam fobii, nie jestem przesądny...Może lęk wysokości, ale taki dziwny... Np. w samolocie spokojnie mogę patrzeć przez okno, w budynku też, ale na balkon, na, dajmy na to, 21 piętrze nie wyjdę, bo się boję. Na balkon oczywiście taki odkryty. Wczoraj np. tutaj w hotelu, na 21 piętrze właśnie, zakładałem żabki, bo pospadały z zasłon i musiałem stanąć na oknie, praktycznie na parapecie i zapinać, i jakoś nie było z tym problemu. Natomiast wystarczyłoby żeby to było metr w kierunku od budynku i już bym tam nie wyszedł.

Czyli lęk przed otwarta przestrzenią?

Otwartą przestrzenią na wysokości. O tak!

Lubisz eksperymenty kulinarne?

Tak, lubię! Bez oczywiście takich ekstremalnych przypadków, natomiast lubię popróbować nowych potraw, nowych dań, dla smaku przede wszystkim.

No właśnie. W kontekście tych ekstremalnych... czego z całą pewnością nie weźmiesz do ust?

Oj, no nie wiem... Jakby mi ktoś powiedział, że to jest np. mięso z kota czy ze szczura, to wiadomo, że bym tego nie wziął. Kilka lat temu jak byliśmy w Chinach, mieliśmy okazję przekonać się na czym naprawdę polega sztuka kulinarna, gdzie przed zjedzeniem danej potrawy można było sobie wybrać z czego ta potrawa ma być. W różnych klatkach, akwariach wszystko żywe było, żyło, a później przy tobie było to zabijane, patroszone i przyrządzane. Także na takie coś bym się nigdy nie zgodzi. O nie!

A ośmiornice, inne takie rzeczy?

Nie, nie ma problemu! Owoce morza - przekonałem się do nich właśnie we Włoszech.

Bez czego nie wyobrażasz sobie dnia?

Nie wiem, to trudne pytanie. Ja nie mam jakichś takich przyzwyczajeń. Może bez porannej toalety (śmiech), od tego zacznijmy. Nie mam takiego harmonogramu dnia, żebym musiał coś zrobić, czy coś zjeść. Są dni, że przez cały dzień nic nie zjem, niczego nie wypije, bo nie mam takiej potrzeby. A innego dnia musze coś ze sobą zrobić, musze iść na siłownie, musze iść na trening, żeby się rozładować. Także zostańmy przy tej porannej toalecie.

Co wpisujesz w rubrykę znaki szczególne? Masz jakieś tatuaże czy blizny?

Nie mam tatuaży i raczej nie toleruje tego. Nie chce mówić, że to jest oszpecenie ciała, bo są i ładne tatuaże. Jednak tatuaż to jest rzecz na całe życie, chociaż technika poszła teraz tak do przodu, ze to może być tatuaż tylko na kilka miesięcy. Ja nie jestem raczej tego typu człowiekiem, który zrobiłby sobie tatuaż. Mam natomiast bliznę na łydce. Ludzie mnie często pytają co to jest. W dzieciństwie wylałem kubek wrzątku na siebie, na nogę. Było to dosyć poważne a blizna jest do tej pory bardzo widoczna.

No to masz pamiątkę na całe życie. A w ogóle zbierasz pamiątki? Jesteś sentymentalny?

Jestem sentymentalny do pewnego stopnia. Zbieram pamiątki, natomiast nie jestem jakimś fanatykiem, nie jestem takim zbieraczem typowym, żeby zbierać gadżety, naklejki, plakietki, które kiedyś tam miałem czy będę miał. Natomiast oczywiście mam serie koszulek, w których występowałem, mam kilka koszulek innych zawodników. Moja taką myślą jest, żebym zebrał jak największą ilość tych koszulek z numerem 13-tym przede wszystkim, żeby później była jakaś specjalna... no może nie gablota... nie chce powiedzieć "wystawa" od razu, ale żeby gdzieś tam na ścianie wisiały te koszulki, żeby zawsze pamiętać to co kiedyś się robiło, żeby pokazać innym, że coś fajnego kiedyś zrobiłem.

Jaka jest Twoja najcenniejsza pamiątką rodzinna?

Moja rodzina to jest jedna taka wielka pamiątka. Ale jest oczywiście kilka, np. z moich Chrzcin czy z Pierwszej Komunii. Rzeczą, którą bardzo miło wspominam jest Matka Boska, którą otrzymaliśmy z małżonką od trenera Ireneusza Mazura w dniu ślubu. Jest to naprawdę bardzo miłe i wisi w u nas w domu na ścianie w takim dostojnym miejscu.

A najcenniejsza pamiątka sportowa?

No jest ich parę. Pomijając wszystkie statuetki i puchary, jakie się dostało, to chyba takie trofeum_ We Włoszech zostałem uznany przez "La Gazetta dello Sport" najlepszym zawodnikiem ligi w rankingu tej gazety. To jest dla mnie takie bardzo sentymentalne, ponieważ drugi rok byłem wtedy we Włoszech. Mój zespól nie był brany pod uwagę w ogóle do walki o mistrzostwo, natomiast my zakwalifikowaliśmy się do samego finału. No tam niestety ulegliśmy Sisleyowi Treviso. Ja otrzymałem wtedy tą bardzo prestiżową nagrodę i bardzo się z tego cieszę. Jest ona na specjalnym miejscu wśród moich trofeów.

Do czego jeszcze masz talent, oprócz siatkówki?

Do czego talent? Nie wiem. Mówią na mnie, tzn. rodzina, najbliżsi mówią, że jestem "złotą rączką". Jeżeli coś się zepsuje to zawsze ja to mam naprawić. Córka też właśnie, ilekroć coś się zepsuje, czy w komputerze, czy coś, to przychodzi do mnie. Tak samo z telefonami. Nie wiem, czy jestem taką prawdziwą "złotą rączką", bo w dzisiejszym czasie, czasie elektroniki, to bardziej trzeba się znać na skomplikowanej budowie wewnętrznej. Natomiast takie drobne naprawy, coś poskładać... Ostatnio syn miał problemy z aparatem do robienia baniek mydlanych, który się rozpadł na drobne części i trzeba było to poskładać. Także był ubaw, bo wszyscy byli zapatrzeni w to, jak ja walczę z tym aparatem. To taka duża maszyna była, tam się kręciło i się robiło bańki. No ja przy tym trochę czasu spędziłem, ale musze się pochwalić, że na koniec udało się złożyć i działało nawet!

Samochód też naprawisz?

Nie! W dzisiejszych czasach to do samochodu bez komputera nie ma co podchodzić. Ja co prawda kończyłem technikum samochodowe i powinienem się na tym znać, ale my tak naprawdę w tamtych czasach uczyliśmy się na Małych Fiatach, Dużych Fiatach i ewentualnie na jakimś Żuku czy Nysie. W dzisiejszej dobie elektroniki to ciężko znaleźć Malucha na drodze. Ja mogę co najwyżej wymienić koło, czegoś innego raczej bym się nie podjął.

A remont mieszkania?

Nie, nie, nie... Nigdy się tego nie podejmowałem. Nie chodzi o to, że nie wiedziałbym jak się zabrać. Wiadomo, metodą prób i błędów, i analizy przede wszystkim tego, co by tam w czasie, powiedzmy malowania, wychodziło, to powiedzmy, że coś bym tam zrobił. Natomiast nie chce się podejmować, są ludzie od tego i nie chcę zabierać im pracy, tym bardziej, że tej pracy teraz w Polsce jak na lekarstwo. Co prawda wszyscy teraz wyjeżdżają do Anglii, Irlandii.... ale każdy musi znać swój miejsc.

No Ty na pewno znasz swoje miejsce na boisku, ale wyjaśnij mi proszę jedną rzecz_ Jak to jest, że grasz jako przyjmujący, choć wszyscy zgodnie twierdzą, że przyjęcie to Twoja najsłabsza strona?

Są zawodnicy, którzy maja swoje słabsze strony... Tak samo środkowy bloku, który nie umie blokować. To taka sama sytuacja. Jest taki deficyt na tej pozycji, że nawet ci, którzy nie umieją przyjmować są tymi przyjmującymi, miedzy innymi ja. No jest to moja najsłabsza strona i się do tego przyznaje. Do tego trzeba mieć trochę talentu i wyczucia. Ja musze bardzo ciężko pracować nad tym elementem i wystarczy, że opuszczę jakiś tydzień bez przyjęcia, to wrócić do jakiegoś poziomu jest bardzo ciężko. Staram się jak najczęściej nad tym elementem pracować, co nie zawsze wychodzi. To też zależy w głównej mierze od rywala. Jeżeli ktoś zagrywa słabo, to wiadomo, że nawet łamaga przyjmie tę piłkę, ale są niektóre zagrywki, że nawet najlepszy przyjmujący na świecie sobie nie poradzi.

Jak myślisz, jaka ogólnie masz opinię wśród kolegów?

To trzeba by zapytać kolegów. Na pewno są różne opinie i każdy ma prawo do swojego zdania.

Ty mówisz o sobie, ze jesteś typem buntownika - twoi koledzy - przeciwnie, że nie jesteś. Skomentujesz to jakoś?

Zależy co rozumiemy pod słowem "buntownik". Ja często nie mogę pogodzić się z pewnymi rzeczami, które są dla mnie oczywiste, które dla mnie są proste i łatwe do zrobienia. To wtedy we mnie wywołuje złość i w tym kontekście jestem buntownikiem. Natomiast jeśli chodzi o sport, o boisko, to ja staram się wykazać jak najwięcej cierpliwości i jak najwięcej spokoju, chociaż są momenty, w których trzeba wybuchnąć i trzeba troszeczkę tym buntownikiem być. To jest sport, trzeba zapomnieć o tym, co było i patrzeć w przód. Leci następna piłka i trzeba skupić się na następnym zadaniu.

Skoro nie jesteś typem buntownika to może raczej jesteś typem chuligana?

O nie, to na pewno nie.

Kiedy ostatnio się z kimś pobiłeś?

Nie pamiętam kiedy się z kimś biłem, ale tak dobrze, żebym w ogóle się nie bił, to nie było. Ja wolę pokojowe rozwiązania. Jestem raczej typem pacyfisty. Staram się wszystko rozwiązywać dyplomacją i rozmową, bo wydaje mi się że więcej można osiągnąć przez rozmowę niż przez bijatykę.

Twój sposób na nerwy i stres?

Staram się nie stresować i nie denerwować. Natomiast często po jakimś trudnym meczu, czy przegranym meczu musze odreagować. Muszę się gdzieś tam zamknąć w pokoju, włączam komputer, siedzę w Internecie, szukam czegoś bez ładu, bez składu, przeglądam strony, coś tam czytam. Staram się przełożyć to wszystko tam i w ten sposób rozładować te wszystkie emocje.

Gry są dość dobre na rozładowanie. Grasz w coś?

Tak, gram czasem, ale już dość dawno nie grałem. Od przyjazdu do Polski praktycznie. Może nie postrzelać, bo ja raczej jestem strategiem. Lubię przygodówki. Ale jeżeli miałbym pograć to w jakąś strategię. Jest taka gra ????????????? Bardzo dobra na rozładowanie stresu i na fajną zabawę w sieci. We Włoszech łączyliśmy 4 czy 5 komputerów i dwie godziny mijały w ekspresowym tempie. To jest dobry sposób odreagowania.

Opowiedz o pracy nad spotem dla TV. Podobała Ci się taka praca?

To jest bardzo ciężka praca. Stawiliśmy się na planie filmowym o godzinie 5.30 rano i trwało to do godziny 21.00 praktycznie, także cały dzień. W dodatku na słońcu, a reklama miała być w deszczu, więc trzeba to było jakoś powiązać. Natomiast sama reklama... bardzo fajna praca, ale tak jak już powiedziałem ciężka. Trzeba było troszeczkę się powygłupiać, troszeczkę dać z siebie. Trafiliśmy na ekipę, która była bardzo cierpliwa i bardzo wyrozumiała dla nas, która wiedziała, że nie jesteśmy jakimiś zawodowymi aktorami no i udało się to wszystko nakręcić. A jak to wyszło to już to pozostawiam do oceny kibicom i ludziom, którzy to oglądają.

Ktoś powiedział, że jesteś najlepszym kandydatem na przyszłego menadżera kadry narodowej. Jak ty się na to zapatrujesz?

Zależy, co rozumiemy przez słowo "menadżer", bo to jest teraz bardzo szeroko pojęty zwrot. Począwszy do obowiązków kierownika a skończywszy na menadżerze, który zajmuje się naprawdę poważnymi rzeczami. Naprawdę nie wiem, trudno mi powiedzieć. Ciekawa kwestia, ciekawa perspektywa. Jeśli by taka propozycja padał, to musiałbym to wtedy rozważyć i musiałbym dowiedzieć się jakie byłby moje zadania.

A odpowiadałaby Ci praca w biurze od 8.00 do 15.30, przekładanie papierków?

Nie no, to zależy, co bym musiał robić, ale to jest zbyt monotonne, zbyt jednostajne. Co dzień to samo to jest troszeczkę za dużo dla mnie. Ja myślę, że jeżeli już to w terenie coś rozbić, zmieniać, przemieszczać się, to owszem tak. Może faktycznie jakiś manager sportowy, ewentualnie mógłbym się w tym spróbować. Ale w zamkniętym pomieszczeniu nie mógłbym pracować. Może to przyjedzie z czasem.

Wszyscy Cię pytają co byś robił, gdybyś nie był siatkarzem, a ja bym chciała spytać czego wiesz na pewno, że robić byś nie mógł?

Nie mógłbym być chirurgiem. Widok krwi raczej nie jest najprzyjemniejszy dla mnie. Zastrzyków sam nie robiłem, ale ja strasznie przeżywam jakiekolwiek zastrzyki, jakiekolwiek pobrania krwi, wizyty u lekarzy, u dentystów. Co prawda w momentach takich krytycznych są podawane kroplówki, ale wtedy się inaczej to odbiera. Natomiast sam moment wkłucia, to ja przeważnie patrzę w inną stronę i zamykam oczy.

Czy umiejętność stricte siatkarskie mogę przydać się do czegoś więcej niż gra na boisku? Poświęcasz na ich trenowanie bardzo dużo czasu, dopracowujesz w szczegółach i detalach... czy to może się przydać do czegokolwiek innego?

Nie no...takie czysto siatkarskie umiejętności to nie... ale ogólny rozwój fizyczny, przygotowanie kondycyjne... zwinnościowe przede wszystkim na pewno się przydaje do różnych sytuacji. Głupi wypadek na rowerze, który miałem... Tylko dzięki szybkiej reakcji i zachowania równowagi wyszedłem bez większego szwanku. Właśnie jakieś drobne upadki, potknięcia.... Podejrzewam, że jakbym nie by tym siatkarzem, to różnie by się to mogło skończyć. Na pewno dużo gorzej. Czas reakcji jest wyostrzony strasznie, wyćwiczony na boisku i skraca się do minimum, a zareagować na coś, to są ułamki sekund. No nie wiem... spadająca szklanka ze stołu, którą się złapie... To może są małe rzeczy, ale zawsze cieszy, kiedy ta szklanka zostanie jednak cała.

Jak się czujesz kiedy 11 tys. gardeł skanduje Twoje nazwisko?

Nie no to wiadomo, że to jest wielkie przeżycie. Kiedyś właśnie 11 tyś ludzi w Spodku zaśpiewało mi sto lat i byłem strasznie wzruszony. To są takie momenty, których się nie zapomina. Miedzy innymi waśnie Spodek, polska publiczność, polskie miasta gdzie są rozgrywane mecze Ligi Światowej, tego nie zapomni się do końca życia.

Jak to jest z tym dopingiem? Kibice pomagają? Na boisku słyszycie co krzyczy sala, czy dochodzi was tylko szum?

Nie no, rozróżnia się, rozróżnia... z tym są momenty takie, że ... jakby to powiedzieć... jest się tak skoncentrowanym na grze, wyłączonym z tego co się dzieje wokół, że tego się nie słyszy, ze nie dociera nic z tego co się dzieje wokół. To w trakcie akcji. Natomiast między akcjami jest to oczywiście słyszalne i bardzo sympatyczne.

A jak to jest z tymi gwizdami przed zagrywką? Naprawdę potrafią zdeprymować?

Może! Może zdeprymować. Ja pamiętam wielokrotnie zdarzało się tak, że się szło na zagrywkę, chciało się podrzucić piłkę i ta piłka prawie że wibrowała. Potem z podrzutem takiej piłki jest dużo trudniej, niż z taką, która tych wibracji nie ma. Także jest coś w tym i różne takie gwizdy, a przede wszystkim wysokie tony, strasznie deprymują.

Nie masz czasami dość takiego życia jak na "koloniach"? Ciągle jakiś obóz, zgrupowanie, wszędzie w grupie, śniadanie, obiad, kolacja o wyznaczonej porze, ciągle z chłopakami_ jak na koloniach_.

No jest tak trochę(śmiech)... Ale do wszystkiego można się przyzwyczaić. Ja musze się przyznać, że jak człowiek jest po dwóch czy trzech miesiącach takiego życia na walizkach, kadra, rozjazd, przejazd, znowu obóz, to później w domu czegoś brakuje. Brakuje właśnie treningu, brakuje wspólnych posiłków, brakuje tego "życia obozowego". Za mało ludzi przy stole. Do wszystkiego można się przyzwyczaić, a później nawet z tego przyzwyczajenia przechodzi to, że tego ci nawet brakuje. Nie wiem jak to będzie po zakończeniu kariery. Chyba będę musiał na jakieś kolonie z dziećmi jeździć, żeby to gdzieś nadrobić. Nie no, jest to męczące, ale taki zawód i można się przyzwyczaić. Ma to też swoje dobre strony. Poznaje się nowych ludzi, można zwiedzić cały świat. Ja, gdyby nie siatkówka, to nigdy nie poleciałbym do Japonii, Chin czy Australii i tych miejsc nie zobaczył. Poznawanie różnych kultur to też jest pozytywna strona.

Za co tak kochasz siatkówkę?

Jako młody chłopak, najpierw bawiący się piłką, grało się tą piłką na boisku, później trafiło się do szkoły, gdzie można było tą piłką pobawić się, może nie kopiąc, ale przebijając przez siatkę, no i tak się człowiek powoli, powoli wciągnął w to. Począwszy od szkoły podstawowej siatkówka przez to całe życie była. Z tego dodatkowo można było włożyć coś do garnka, później założyć rodzinę i dostatnio żyć... Także chyba za to, że jestem takim człowiekiem, jakim jestem, bo to, że mogę utrzymać rodzinę to jest jedno, a dwa, że jakoś wykształciło mnie to jako człowieka. Charakter się zmienia. Kiedyś byłem bardziej impulsywny, większym furiatem...

Ale to jest odpowiedź na pytanie "dlaczego", a ja chcę wiedzieć "za co". Dlaczego siatkówka, a nie inna dyscyplina?

Bo jest sportem dla inteligentnych. Trzeba w tej grze myśleć i to nie jest na zasadzie "bij -zabij", "biegnij, kopnij", tylko tutaj trzeba pomyśleć. Każda akcja musi być przemyślaną i nie ma tak, jak w piłce nożnej, że można wykonać 40 strzałów na bramkę i ten najbardziej przypadkowy wpadnie do bramki i jest się bohaterem. Tutaj 40 razy uderzy się poza boisko i się przegrywa mecz. Tutaj trzeba o każdy punkt walczyć i o każdy punkt "gryźć parkiet" ze wszystkich sił. Tutaj trzeba zawsze dawać z siebie wszystko.

rozmawiała Olga Zygarowska
/lipiec 2007/