7 lat w... Italii - sezon 2003/2004

Spróbowanie swoich sił w najlepszej lidze świata była jego marzeniem. Przez kilka lat się nie udawało. Ale w końcu stało się. Wyjeżdżał jako gwiazda PLS-u opromieniona sukcesem indywidualnym i klubowym. W 2000 roku jego Mostostal właśnie zdobył kolejne mistrzostwo kraju i trzecie miejsce w Lidze Mistrzów. Sam Sebastian otrzymał dwie nagrody indywidualne w tym turnieju. Zagraniczni obserwatorzy patrzyli zdumieni na "Małego Rycerza", jak go wtedy nazywano w Polsce. Jak to możliwe, że taki zawodnik nie gra jeszcze we Włoszech - pytali polskich komentatorów. Ale po Final Four już nie zamierzano mu "przepuścić". Pojawiły się konkretne propozycje. M. in. z Padovy, Triestu i Perugii. Było też zainteresowanie ze strony Lube Banca Macerata, klubu z topu Serie A i zwycięzcy Ligi Mistrzów z poprzedniego sezonu.

Sebastian myślał, myślał i ostatecznie wybrał ofertę klubu ze średniej półki, czyli Perugii. Chciał mieć pewność gry. Zespół wydawał się dysponować obiecującym składem, kontrakt był na dwa lata, a trenerem był wieloletni rozgrywający "złotej" reprezentacji Włoch Ferdinando "Fefe" De Giorgi, przeciwko któremu Sebastian jeszcze rok wcześniej grał na mistrzostwach świata. Kolegami Sebastiana w Perugii mieli być m. in. Giacomo Sintini, Czech Martin Lebl, holenderski mistrz olimpijski z Atlanty Guido Goertzen i Hiszpan Enrique De La Fuente.

Sebastian wyjeżdżał jako gwiazda PLS-u opromieniona sukcesem indywidualnym i klubowym. Ale jak wiadomo, w Serie A dawne trofea trzeba szybko odłożyć na półkę, a swoją markę buduje się od początku. Im szybciej się to zrozumie, tym lepiej. Zwłaszcza że ani polska liga, ani reprezentacja nie miały wtedy jeszcze szczególnie wysokiej marki.

Sebastian wprawdzie wyjechał z żoną i córką, ale bariera językowa i nowe środowisko były sporym wyzwaniem dla całej rodziny. Sebastian i Ola wspomagali się więc najpierw angielskim. Dobrą okolicznością był fakt, że w Desparze Perugia grała wtedy świeżo upieczona mistrzyni Europy Dorota Świeniewicz. Było więc z kim pogadać po polsku, poradzić się - choć jak mówił Sebastian, starał się Dorocie przesadnie nie zawracać głowy swoimi sprawami. Pomagała też inna Polka, Dominika mieszkająca w Perugii. Jak się okazało, rodowita gorzowianka. Swój swego chyba wszędzie znajdzie.

Pozornie zaczęło się zgodnie z planem. Sebastian rozpoczął sezon jako gracz szóstkowy, a już w swoim drugim meczu dostał nawet tytuł MVP. Jednak w listopadzie dał o sobie znać pech. Świder skręcił staw skokowy, naderwał więzadła. Kontuzja ciągnęła się dość długo, był przymusowy urlop od grania, potem mozolne dochodzenie do formy. Klub mógł nawet zerwać kontrakt, ale tego nie zrobił. Trener De Giorgi postanowił zaufać swojemu zawodnikowi. Jak się okazało, miał "nosa". Już w następnym sezonie Sebastian odwdzięczył mu się z nawiązką.


Sebastian w barwach Perugii, fot. perugiavolley.it

Tymczasem Perugia spisywała się w lidze średnio, plasując się w bezpiecznym środku tabeli. Sebastian w drugiej części sezonu zaczął dochodzić do siebie, ale stracił miejsce w szóstce. Pojawiał się na krótkie zmiany, czasem seta lub dwa. Zmieniał się przeważnie z Enrique De La Fuente. Raz, w wygranym 3:2 meczu z Padovą jego zmiana była na tyle udana, że zdobył swój drugi tytuł MVP w tym sezonie.

RPA Perugia po rundzie zasadniczej zajęła ostatecznie 8 miejsce. Jednak play-offy wypadły nadspodziewanie dobrze i obiecująco na przyszłość. W ćwierćfinałach ósmy zespół w tabeli w czterech meczach pokonał lidera po rundzie zasadniczej - Itas Diatec Trentino! W półfinałach nie dał już rady Coprasystelowi Piacenza, ale pozostawił po sobie dobre wrażenie.

Sebastian podsumowywał sezon mimo wszystko pozytywnie: "Jak na pierwszy rok, to jestem zadowolony. Może po cichu oczekiwałem po sobie troszkę więcej, ale zdaję sobie sprawę, że kontuzja wyeliminowała mnie z części sezonu i później było bardzo ciężko dostać się do pierwszej szóstki i regularnie grać.

Każdy zawodnik, który ma okazję, powinien jechać do Włoch. Strona sportowa i organizacyjna włoskich klubów... nie ma nawet co porównywać. Sezon Perugii był nadspodziewanie udany, i to nie tylko dla mnie i mojego klubu, ale dla wszystkich osób związanych z włoską siatkówką. Przed sezonem nikt nie zakładał, że będziemy tak wysoko, ale w klubie apetyt rósł w miarę jedzenia.

Ja mam okazję pograć z najlepszymi siatkarzami, żona trochę poznała świata i mogła porobić zakupy."
- dodawał Sebastian z humorem.

Opracowanie: Edyta Gwóźdź
Źródło: inf. własna/nto.pl


[powrót do podsumowania]